Shop Mobile More Submit  Join Login
About Traditional Art / Hobbyist Wiktor20/Male/Poland Group :iconsmoczy-jezdzcy-fc: Smoczy-Jezdzcy-FC
 
Recent Activity
Deviant for 5 Years
Needs Core Membership
Statistics 136 Deviations 2,005 Comments 12,207 Pageviews
×

Newest Deviations

Literature
Jezdzcy, rozdzial I
JEŹDŹCY
Rozdział I
Jake nasłuchiwał deszczu cicho stukającego w szybę restauracji, wpatrując się w świat za oknem. Kątem oka spostrzegł Alexa wychodzącego z łazienki, wycierającego mokre ręce w jeansy.
- Co cię tak tam zaciekawiło? – zapytał brunet, poprawiając okulary przeciwsłoneczne. Jake pytał go o nie już chyba tysiąc razy, mimo to Alex nadal nie chciał powiedzieć, dlaczego ma je ze sobą zawsze. Dosłownie. Nie ważne, czy lał deszcz, prażyło słońce, czy był środek nocy. Na nosie, na czole, zawieszone na bluzie, w kieszeni - chłopak pilnował ich jak swojego największego skarbu.
- Nic takiego – westchnął Jake. – Beznadziejna pogoda jak na pierwszy tydzień lipca. Spodziewałem się czegoś… cieplejszego.
Alex kiwnął g
:iconLevy2001:Levy2001
:iconlevy2001:Levy2001 0 0
Literature
Smoczy Jezdzy EH, cz. 1
ROZDZIAŁ I
Jake obejrzał się nerwowo. Z prawej nie było nikogo. Z lewej usłyszał jakiś szmer, jednak była to tylko wiewiórka wspinająca się na drzewo, przestraszona hukiem lądującego smoka.
- Dobra. Nikogo nie ma. Możesz zostać. Jeśli kogoś zobaczysz, odleć. Pokrąż sobie na górze, albo coś… - mruknął do Meteo, zasłaniając oczy przed słońcem.
- Musisz tam chodzić? – usłyszał w głowie. Nie patrząc na smoka, odpowiedział cicho:
- Tak. Po prostu… nie zrozumiesz.
- Wiesz, też znałem Willa. I Zafirę. Uwierz mi, rozumiem – westchnął smok z lekką pretensją w głosie.
- Więc, skoro rozumiesz, masz tu siedzieć. Cicho. – burknął Jake i ruszył naprzód, przedzierając się przez gąszcz drzew. Musiał wylądowa
:iconLevy2001:Levy2001
:iconlevy2001:Levy2001 3 19
And I'm Gone by Levy2001 And I'm Gone :iconlevy2001:Levy2001 3 11
Literature
Smoczy Jezdcy: EH - PROLOG
SMOCZY JEŹDŻCY, ERA HERATHARÓW
PROLOG
Ciemność. Jedynie tak się da to opisać. Ciemność.
Nagle widzi przebłyski światła, jakby powoli otwierał oczy po długim, długim śnie.
Zaczyna widzieć drzewa, z których liście dawno opadły, a drewno spróchniało; ciągną się wzdłuż wąskiej drogi, okraszonej widokiem nagrobków, krzyży i skruszonego kamienia.
Jake idzie dalej. Nie ma pojęcia, czemu. Po prostu idzie. Jakaś siła… ciągnie go w dal. Droga się rozszerza, widać więcej grobów. Widać też ogień. Smugi fioletowego ognia tańczą wśród drzew, spalając je na wiór. Ten ogień…
Chłopak przystaje. Na środku drogi leży dziewczyna. Ma rude, pobrudzone popiołem włosy. Jake próbuje do niej podejść, ale nie może. Nie m
:iconLevy2001:Levy2001
:iconlevy2001:Levy2001 2 13
Literature
Smoczy Jezdzcy cz. 23 [KONIEC]
Rozdział XXIII
Odbiciem płazem. Przełamanie gardy. Cios.
Rozwścieczony chłopak znika w chmurze fioletowawego dymu, by zaraz potem pojawić się za Żniwiarzem. Wbija mu miecz między żebra.
Kula ognia formuje się w jego dłoni. Rzuca nią w twarz jednego ze Żniwarzy. Wrzeszcząca bestia znika wśród pyłu.
Miecz przecina ciało jednego z nich. Jake jest jak taran. Nie zatrzymania się. Dokończy dzieła.
Walczy z kolejnymi Żniwiarzami, ale jego wzrok jest gdzie indziej. Wpatruje się w Ashiara, idącego powolnym krokiem w jego stronę. Jake nie słyszy odgłosów bitwy, krzyków, trzaskania ognia. Słyszy tylko jego dudniące kroki, stukot sierpa obijającego się o podłoże i ten śmiech. Śmiech szaleńca.
Rozprawia się szybko z kolejnymi, co róż znikając wśród smogu i pojawiając si
:iconLevy2001:Levy2001
:iconlevy2001:Levy2001 1 23
Literature
Smoczy Jezdzcy cz. 22
Rozdział XXII
Jamie, wciąż pocierając obolały brzuch, dłonią otarł krew spod nosa i oparł się o kratę, a raczej szereg większych i mniejszych stalagnatów, tworzących coś w rodzaju prowizorycznego okratowania. Kątem oka spojrzał na Żniwiarza, który stał tuż przed wyrytą w kamieniu celą,  już od kilku godzin nie ruszając się. Stał na warcie tak, jakby za sobą wcale nie miał więźniów: nie zważał na ich głosy czy próby użycia swych mocy, aby wydostać się z więzienia. Cela była jednak pokryta dość silnym zaklęciem, niwelujących wszelkie nadprzyrodzone zdolności Jeźdźców. Anulowałby je tylko rozkaz maga, który je rzucił, ale skruszenie krat. Kamień był jednak o wiele za twardy, a Alex zdarł sobie ręce do krwi, p
:iconLevy2001:Levy2001
:iconlevy2001:Levy2001 1 17
Leo by Levy2001 Leo :iconlevy2001:Levy2001 2 8
Literature
Smoczy Jezdzcy cz. 21
Rozdział XXI
Jake usiłował nałożyć na siebie napierśnik, jednak ten nie chciał przejść przez głowę. Chłopak zaklął cicho. Był cały spocony i podenerwowany, wraz z wampirami wyruszają za pół godziny, zacznie się długi lot a potem walka na śmierć i życie. A on nie umie założyć głupiego napierśnika.
- Pomogę - mruknął Alex, dopinając swój miecz do pasa. Podszedł do Jake i mocno przycisnął napierśnik. Szybko wsunął się na tors Jake’a.
- Rany, masz naprawdę wielki łeb - wycedził, wychodząc z namiotu pełniącego rolę zbrojowni.
Brunet potarł obolałą głowę. Wsunął na dłonie skórzane rękawice i stalowe karwasze. Minęło już pół roku. Sześć długich miesięcy
:iconLevy2001:Levy2001
:iconlevy2001:Levy2001 2 8
Literature
Smoczy Jezdzcy cz. 20
Rozdział XX
- Otwiera oczy?
- Chyba… chyba tak.
Jake powoli ruszył głową. Każdy ruch bolał niemiłosiernie, nawet to. Jak przez mgłę spostrzegł Jamie’ego, Alexa, Charlie, Lindsey, Willa i jakąś nieznajomą. Kojarzył to miejsce. Kiedyś tu był, na pewno…
- Gdzie jesteśmy? – spytał cicho. Spróbował wstać, jednak mięśnie odmawiały mu posłuszeństwa.
- W zamku driad – odpowiedziała Charlie.
- Co się stało? – Jake złapał się za piekące czoło. Każdy dźwięk wydawał się dziesięć razy głośniejszy, niż normalnie.
- Prawie umarłeś. Chyba trzeci raz w tym tygodniu – wtrącił się Jamie.
Tak, przypominał sobie… Królestwo elfów, Ashiar, Żniwiarze i… Meteo.
- Gdzie Meteo? Wszystko z nim dobrze
:iconLevy2001:Levy2001
:iconlevy2001:Levy2001 0 8
Literature
Smoczy Jezdzcy cz. 19
Rozdział XIX
Jake uderzył w manekina jeszcze raz, mocniej. Chłopak próbował już od dwóch godzin, a nadal nic się nie działo. Jego worek treningowy wciąż nie płonął, nawet się nie tlił, tak samo jak ręce Jake’a.
Czemu wciąż mu nie wychodzi? Musi opanować tę moc. Spróbował się jakoś zdenerwować, jednak wciąż się nie udawało. Wyobrażał sobie wszystkie okropne sytuacje, jakie mu się dotychczas przytrafiły. Wszystkie upokorzenia, wszystkie porażki. I nic. Ani iskry.
Gdy po raz kolejny sobie nie poradził, odwrócił się i padł na ziemię. Był już umęczony do granic możliwości. Od czasu wycieczki do Smoczej Biblioteki wciąż myślał o swoich mocach. I o demonach. Przede wszystkim o demonach.
Miał prawie takie same zdolności jak
:iconLevy2001:Levy2001
:iconlevy2001:Levy2001 1 9
Happy Easter! by Levy2001 Happy Easter! :iconlevy2001:Levy2001 1 6
Literature
Smoczy Jezdzcy cz. 18
Rozdział XVIII
Jake jęknął, długo i przeciągle.
Po raz setny. Już chyba godzinę patrzył, jak Jamie usiłuje otworzyć „Wszystko o smokach”.
Zaczęło się od porządnej nagany. Jamie nie udawał, że cieszy się ze zdobyczy Jake’a, jednak potem wrzeszczał na niego kilka minut. Wypomniał mu, jak bardzo naraził wszystkich Jeźdźców, a przede wszystkim siebie i Meteo i jak wielkie szczęście miał, że nie został zabity. Jake liczył, ile razy Jamie powie, jaki to chłopak jest nieodpowiedzialny. Naliczył osiem takich tekstów.
Gdy Jamie już się wykrzyczał, nadszedł czas na pytania. Jamie najpierw chciał się dowiedzieć, jakim cudem Jake przeszedł przez pole siłowe.
- Dość prosto. Zeskoczyłem z Meteo, a chwilę potem byłem za barierą.
Jamie mrucza
:iconLevy2001:Levy2001
:iconlevy2001:Levy2001 1 21
Literature
Smoczy Jezdzcy cz. 17
Rozdział XVII
- Co powiedziałeś? – spytał cicho Jamie, osłupiały ze zdziwienia.
- Smocza Biblioteka. Coś w tym złego? – Jake nie miał pojęcia, o co chodzi. Jeszcze niedawno, ostatniej nocy, dowiedział się od Meteo o jakimś tajemniczym miejscu, zwanym Smoczą Biblioteką. Podobno wszystko, co zostało o smokach napisane, znajduje się właśnie tam. Jake pomyślał, że może dzięki temu wreszcie dowie się czegoś więcej. Jednak gdy rano zapytał Jamie’ego o to miejsce, chłopak zareagował dziwacznie. Jakby bał się odpowiedzieć na to pytanie.
- Skąd o niej wiesz? – spytał Jamie ostro, zdecydowanie zdenerwowany.
- Od przyjaciela – odburknął Jake.
- Meteo. Wiedziałem. A kazałem Creapowi nic nie mówić.
Jake cicho się zaśmiał.
- Jeśli chcesz się
:iconLevy2001:Levy2001
:iconlevy2001:Levy2001 1 11
Zanderia by Levy2001 Zanderia :iconlevy2001:Levy2001 4 5
Literature
Smoczy Jezdzcy cz. 16
Rozdział XVI
- Au – jęknął Jake, wlokąc się za Jamie’em do obozu. Złapał się za posiniaczony bok – Au – gdy w końcu weszli do największego z namiotów, zwanego wypoczynkowym, Jake padł na śpiwór – I jeszcze jedno au – właśnie wrócili z treningu. Po tym, jak Jake zażartował z Jamie’ego, myślał, że chłopak mówiąc o zemście tylko się nabijał. Jamie jednak spuścił Jake’owi ostre lanie –szesnastolatek teraz marzył tylko o odpoczynku. Nie było jednak czasu. Wieczorem czekała kolejna sesja w terenie. Zaraz Jeźdźcy zjedzą obiad, a potem znów do roboty.
Jake powoli wstał, wciąż jęcząc z bólu. Rozejrzał się. Namiot wypoczynkowy był dość spory. Na środku leżały śpiwory, pe
:iconLevy2001:Levy2001
:iconlevy2001:Levy2001 1 12
Comission: Matt by Levy2001 Comission: Matt :iconlevy2001:Levy2001 3 9
Moje prace, najczęściej robione w Paint'cie lub rysowane.

Favourites

Eshira (Levy2001) by Bluestripe888 Eshira (Levy2001) :iconbluestripe888:Bluestripe888 4 6 Shadow Masters by Virllanda Shadow Masters :iconvirllanda:Virllanda 76 40 Baymax by Jeetdoh Baymax :iconjeetdoh:Jeetdoh 338 37 Joker by clockworkBAT Joker :iconclockworkbat:clockworkBAT 35 5 Colossal Titan Leather Mask: Attack on Titan by Epic-Leather Colossal Titan Leather Mask: Attack on Titan :iconepic-leather:Epic-Leather 277 61 Toother B-day Animation by DanGref Toother B-day Animation :icondangref:DanGref 77 46 FLAPJACK by Liquidinsane FLAPJACK :iconliquidinsane:Liquidinsane 4 0 Jake Jefferson by Matefinn Jake Jefferson :iconmatefinn:Matefinn 1 4 Seer of Mind by Virllanda Seer of Mind :iconvirllanda:Virllanda 109 33 Tyrion Lannister (Peter Dinklage) by Ilojleen Tyrion Lannister (Peter Dinklage) :iconilojleen:Ilojleen 553 146 Daenerys Targaryen (Emilia Clarke) by Ilojleen Daenerys Targaryen (Emilia Clarke) :iconilojleen:Ilojleen 1,239 268 Attack on Titan!! by TheSassyFox Attack on Titan!! :iconthesassyfox:TheSassyFox 812 193 Attack on Titan by cbmangaka Attack on Titan :iconcbmangaka:cbmangaka 1,851 172 Sword art online / Kirito-kun by aBunny15 Sword art online / Kirito-kun :iconabunny15:aBunny15 115 36 Carter Kane by CelticBotan Carter Kane :iconcelticbotan:CelticBotan 610 100 Sadie Kane by CelticBotan Sadie Kane :iconcelticbotan:CelticBotan 817 127
Moje ulubione, głównie komiksy, rysunki, smoki, prace z AT i wiele innych ;)

Friends

Donate

Levy2001 has started a donation pool!
9 / 50
Comissions

Headshot : 1 :points:
Halfbody : 2 :points:
Fullbody : 3 :points:
Chibi : dopłata 1 :points:

Jakoś zarabiać trzeba
:la:

You must be logged in to donate.

Groups

Activity


JEŹDŹCY
Rozdział I

Jake nasłuchiwał deszczu cicho stukającego w szybę restauracji, wpatrując się w świat za oknem. Kątem oka spostrzegł Alexa wychodzącego z łazienki, wycierającego mokre ręce w jeansy.

- Co cię tak tam zaciekawiło? – zapytał brunet, poprawiając okulary przeciwsłoneczne. Jake pytał go o nie już chyba tysiąc razy, mimo to Alex nadal nie chciał powiedzieć, dlaczego ma je ze sobą zawsze. Dosłownie. Nie ważne, czy lał deszcz, prażyło słońce, czy był środek nocy. Na nosie, na czole, zawieszone na bluzie, w kieszeni - chłopak pilnował ich jak swojego największego skarbu.

- Nic takiego – westchnął Jake. – Beznadziejna pogoda jak na pierwszy tydzień lipca. Spodziewałem się czegoś… cieplejszego.

Alex kiwnął głową. Chwilę po tym przy ich stole pojawiła się kelnerka i ze znudzonym wyrazem twarzy postawiła przed nimi dwa talerze z burgerami. Chłopcy podziękowali nieodwzajemnionymi uśmiechami.

- Czemu nadal tu przychodzisz? Nie smakuje jakoś wyśmienicie, twoja matka robi to wszystko sto razy lepiej. Obsługa i ceny też jakoś nie zachwycają – mruknął Alex, wgryzając się w bułkę.

Jake wzruszył ramionami.

- Tradycja – wybełkotał, chociaż ciężko było to zrozumieć przez jego usta wypełnione jedzeniem. –Zanim Dylan się wyprowadził, przychodziliśmy tu co piątek. Coś… jest w tym miejscu.

Alex tylko poruszył drwiąco brwiami do góry, patrząc na auta pędzące mokrą ulicą, ochlapujące zdenerwowanych przechodniów.

- Gotowy na wyjazd? – zapytał, kończąc już swojego burgera.

- Chyba tak. Chociaż… dwa miesiące to cholernie długo.

Alex poklepał Jake’a po ramieniu.

- Duży już z ciebie chłopiec. Dasz radę. Poznasz moich znajomych, polubicie się. Sporo im o tobie mówiłem.

Jake spojrzał podejrzliwie na przyjaciela.

- Znamy się niecały miesiąc i już opowiadasz o mnie kolegom? Uroczo.

- Znamy się niecały miesiąc i jedziesz ze mną w nieznane na całe wakacje. Równie urocze.

Jake poruszył głową przytakująco.

- Miło będzie w końcu się wyrwać z tego zapyziałego miasta.

- Jesteśmy w Londynie.

- Właśnie.

Chłopcy wytarli twarze serwetkami i zostawili pieniądze na stole. Gdy wyszli, deszcz przestawał już padać i na chodnik padały tylko pojedyncze kropelki. Jake nałożył na głowę kaptur cienkiej bluzy i wsadził dłonie do kieszeni, drżąc z zimna. Nie był gotowy na nagłą ulewę, po której wciąż było mokro i chłodno.

- Jutro o ósmej. Przed stacją benzynową dwie przecznice od ciebie. Nie spóźnij się! – krzyknął Alex na odchodne, przekładając okulary z czoła na nos. Zza chmur powoli wychylało się słońce. Jake obrócił się na pięcie i ze wzrokiem wbitym w ziemie ruszył do domu.

***

Drzwi do mieszkania były już otwarte. Jake niedbale przetarł buty o wycieraczkę.

- Szybko dziś wróciłaś – rzucił do mamy wychodzącej szybkim krokiem z kuchni.

- Dziś szef zamykał restauracje wcześniej. Wciskał wszystkim, że ma jakieś ważne spotkanie – mruknęła, wieszając ubrudzony mąką fartuch na krześle w salonie. Susan usiadła na kanapie i głośno odetchnęła.

- Ciężki dzień? – zapytał Jake, wieszając wilgotną bluzę.

- Tydzień – jęknęła kobieta, kładąc nogi na stoliku do kawy.

- Dasz radę? Beze mnie? – chłopak przysiadł na rozkładanym krześle wysuniętym spod starego stołu.

Jego matka uśmiechnęła się.

- Jacob, spokojnie. Należy ci się jakiś odpoczynek. Od pięciu lat w wakacje zostajesz ze mną w tej
zatęchłej kamienicy. Wyjedź gdzieś w końcu – powiedziała z uśmiechem. – Może poznasz tam jakąś ładną…

- Mamo.

Kobieta wzruszyła ramionami.

Jake spróbował otworzyć skrzypiące drzwi prowadzące do jego pokoju. Ciężka waliza leżała tuż przy nich i brunet musiał przeciskać się przez zdecydowanie za wąski otwór, żeby dostać się do środka. Nogą przesunął bagaż w kąt. Podłączył do telefonu słuchawki i zaczął przeglądać aplikację Netflixa w poszukiwaniu czegokolwiek do obejrzenia. Wziął z biurka niedojedzony batonik i kliknął „play”. Przykrył się kocem i rozejrzał po pomieszczeniu, by upewnić się, że spakował już wszystko. W planach na dzisiejszy wieczór miał obejrzenie całego sezonu.

Zasnął przy drugim odcinku.

***

Sobotni poranek był wyjątkowo zimny. Jake kręcił się podenerwowany po stacji benzynowej, przeczesując ręką włosy rozwiewane przez podmuchy chłodnego powietrza.

- Jesteś pewien, że nie chcesz zaczekać w środku? – krzyknęła do niego mama zza szyby auta. Chłopak pokręcił głową.

- Alex powinien zaraz tu być. Autobus mamy za 10 minut.

Jak na zawołanie brunet wybiegł zza rogu, taszcząc ze sobą wypchany po brzegi, acz niewielki plecak.

- Nie spóźniłem się, prawda? Trochę zaspałem i… - wydyszał, jednak Jake mu przerwał.

- W porządku. Mamy jeszcze chwilę.

Susan wyszła z auta i wyściskała syna, mimo oporów z jego strony.

- Uważajcie na siebie. A ty zadzwoń chociaż raz w tygodniu – kobieta poklepała syna po ramieniu.

- Jasne – rzucił Jake z niezręcznym uśmiechem.

Chłopak z pomocą Alexa wtargał walizkę do starego, pachnącego zgnilizną autobusu. Kierowca wyglądał, jakby nie spał od co najmniej paru dni. Spojrzał przymrużonymi oczami na nowych pasażerów i ruchem głowy wskazał im dwa wolne miejsca na tyłach.

- Blisko ze sobą jesteście – zauważył Alex, siadając ociężale na obtartym fotelu.

Jake westchnął.

- Ojciec zostawił nas chwilę przed tym, jak się urodziłem. Odkąd mogłem cokolwiek zrobić, chciałem jej jakoś pomóc. Gdy miałem sześć lat wyrzucili ją ze starej pracy. Widziałem, jak płakała każdej nocy. Ale dała radę. Jest silna.

Alex uśmiechnął się szczerze.

- Dobrze, że masz kogoś takiego.

Jake spojrzał pytająco na przyjaciela.

- Kogoś, za kogo warto walczyć – odpowiedział cicho Alex, wpatrując się w budynki za nie do końca wyczyszczoną szybą.

Po czterdziestu minutach byli już poza miastem. Jake obserwował mijane pola i lasy, co jakiś czas nawiązując krótką rozmowę ze swoim towarzyszem. Alex jednak nie był zbyt rozmowny. Wydawał się czymś zmartwiony, chociaż uporczywie starał się nie dać po sobie tego poznać.

Gdy jechali już dobrą godzinę, Alex klepnął przysypiającego Jake’a w ramię.

- Wstawaj. Zaraz nasz przystanek.

Chłopak spojrzał na niego nieprzytomnie.

- Mówiłeś, że będziemy tam jechać minimum kilka godzin.

Alex odpowiedział jedynie nerwowym uśmiechem.

Kierowca wypuścił ich przy bezimiennej szosie, z obu stron otoczonej gęstym, iglastym lasem.

- Jesteś pewien, że to tutaj? – spytał zdezorientowany Jake. Czuł się coraz bardziej nieswojo.
Alex bez słowa ruszył w głąb lasu, co jakiś czas zerkając w tył by sprawdzić, czy przyjaciel za nim podąża.

Przedzierali się przez krzaki dobre pół godziny, gdy Alex zaczął zwalniać.

- Jake – zaczął spokojnym głosem. – Chcę tylko, żebyś pamiętał, że wszystko, co robię, robię dla
twojego dobra.

Młodszy chłopak przestraszony przełknął ślinę.

- Alex, co ty w ogóle wyprawiasz?

Brunet nie odpowiedział. Wskazał palcem na oddalony punkt. Jake zauważył tam kształt, dość spory, nie potrafił jednak określić, co to jest. Im bardziej się zbliżali, tym bardziej coś zaczęło przypominać ogromne zwierzę.

- Alex, to nie wygląda bezpiecznie… - Jake miał coraz większą ochotę zawrócić. Zaczął słyszeć głośne pomrukiwanie, przypominające odgłosy wydawane przez lwa czy wilka. Teraz nie tylko oni zbliżali się do kształtu, ale i on do nich.

- Mogę mieć prośbę? – szepnął Alex. Do ryków dołączył odgłos głośnych, ciężko stawianych kroków.

Jake skinął powoli głową, w jego oczach malowało się przerażenie.

Chłopak w okularach wyszczerzył zęby

- Uwierz.

Jacob w końcu zobaczył wyraźnie, jaka bestia do niego się zbliżała.  Żółte, szeroko otwarte oczy wpatrywały się intensywnie w obu chłopców. Gadzi, smukły łeb, bujał się lekko na długiej, pokrytej czerwoną łuską szyi. Bestia szurała wielkimi, skórzastymi skrzydłami o ziemię. Jej ogon ciągnął się za nią, rozgarniając suche liście i szyszki na ściółce leśnej.

Smok.

Jake zaniemówił. Nie miał pojęcia, czy miał krzyczeć, uciekać, śmiać się, płakać. Stwór wpatrywał się w niego błyszczącymi ślepiami.

- Alex – pisnął przerażony chłopak. – Co. To. Jest.

- Smok – Alex wypowiedział to słowo tonem, jakby mówił o całkowicie normalnym, codziennym zjawisku.

- On żyje. Rusza się – Jake powoli zaczął się wycofywać.

- Ona – poprawił go Alex, zbliżając się do gada.

Jake prychnął, chociaż przypomniało to bardziej przyciszony śmiech szaleńca.

- Nie. Nie, nie, nie, nie. Nie. To jakiś żart, prawda? Makieta? Robot? Jakiś chwyt z lustrami i ukrytą kamerą? Podejdę do tego czegoś i gdy spróbuje go dotknąć, nawet go tu nie będzie?

- Nie radziłbym. Najpierw musi cię obwąchać -  smok wyciągnął szyję. Jego łeb znajdował się parę centymetrów od twarzy Jake’a. Chłopak czuł oddech bestii śmierdzący siarką. – Poza tym – dodał Alex – już ci mówiłem. Nie to coś. Ona. Eshira. Ma imię.

- Eshira – Jake kiwnął z niedowierzeniem głową. – Ładnie.

Alex z uśmiechem pogłaskał zwierza po szorstkim łbie. Dało się słyszeć cichy pomruk zadowolenia.

- No to… na co czekasz? – rzucił, wdrapując się na grzbiet smoka. Jake zauważył, że za łopatkami stworzenia narzucone zostało sporych rozmiarów siodło, z doczepionymi za nim torbami. – Wsiadaj.

Jake milczał przez dłuższą chwilę, wpatrując się w masywną bestię.

- Że co? – wybełkotał.

- Wsiadaj. Będziemy lecieć parę godzin.

- To jakiś żart, tak? – Jake zaśmiał się nerwowo.

Alex pokręcił głową.

- Nie. Nie wsiądę na to… na nią. A ty… - wskazał palcem na Alexa – nie mam pojęcia, co tu się dzieje, ale to jest chore. Ty jesteś chory. Dzwonię na policję.

Starszy brunet westchnął i zsunął się ze skórzanego siodła. Spróbował zbliżyć się do Jake’a, ale z każdym krokiem Alexa jego przyjaciel cofał się o jeden.

- Jake, proszę. Nie każ mi się zmuszać. Wszystko wyjaśnię ci na miejscu, razem z innymi. Jeśli nie będziesz chciał się w to mieszać, odstawię cię do domu -  podbiegł do chłopaka i złapał go za przedramię. Jake szybko wyrwał swoją rękę z mocnego uścisku.

- Nie mam pojęcia, w co ty się wpakowałeś i w co chcesz wpakować mnie. Odejdę stąd, udam, że niczego nie widziałem i że nigdy się nie znaliśmy. Ty dalej baw się w swoją aktorską wersje Jak wytresować smoka.

Alex nadal podążał za Jake’iem, który zaczynał już biec.

- Daj. Mi. Spokój! – wrzasnął wściekły, odwracając się po raz ostatni w stronę bruneta.

Alex przymknął oczy.

- Jake, chcę, żebyś wiedział, że robię to dla ciebie. No i trochę mnie do tego zmusiłeś.

Jake już miał zamiar zapytać kolegę, o czym on właściwie mówi, przerwał mu jednak szybko cios
zadany w podbródek. Osunął się powoli na ziemię, a widok lasu rozpłynął się w ciemności.

***

Jake’a obudziło dudnienie wiatru w uszach. Powietrze z niesamowitą prędkością smagało jego twarz, nie był w stanie otworzyć oczu szerzej niż na parę milimetrów. Rozejrzał się. Wokół niego rozciągały się rzadkie chmury, pod sobą ujrzał ciemnoczerwone łuski. Ramiona i nogi miał przywiązane do smoka skórzanymi pasami, tak, że ledwo mógł się ruszyć. Chciał wyrwać choćby dłoń, ale więzy ani drgnęły.

- Co to ma być?! – próbował przekrzyczeć wiatr. Alex siedział przed nim na siodle, w ręce trzymał parę lejcy. Odwrócił się w stronę Jake’a ze zdziwioną miną.

- Już wstałeś?! Wszystko ok?! – krzyknął na całe gardło, jednak jego przyjaciel ledwo co usłyszał pytania.

- Nic nie jest ok! To jest porwanie! – wydarł się Jake, wciąż wiercąc się na grzbiecie smoka.

- Chciałeś mi uciec, musiałem improwizować!

- Przecież to pieprzone przestępstwo!

- Czekaj, skoro już jesteś przytomny, to mogę cię odpiąć! Tylko błagam, nawet nie próbuj zeskakiwać!  - Alex gwizdnął coś do smoka i zaczął powoli przesuwać się w stronę Jake, co jakiś czas podpierając się ręką o grzbiet stwora. Jednym, szybkim ruchem zerwał z przyjaciela skórzane paski. Przerażony Jake kurczowo trzymał się łusek gada. Próbował usiąść, ale miał problemy z zachowaniem równowagi.

- Za chwilę będziemy na miejscu! Wszystko ci tam wyjaśnię, obiecuję, ale teraz nie szarp się i siedź tu! – Alex pomógł Jake’owi usadowić się na grzbiecie smoka.

- Wyjaśnij mi to teraz! Co tu się dzieje?!

- Jake, proszę, nie teraz!

Wyraz twarzy Jake’a powoli zmieniał się z przestraszonego na wściekły. Chłopak podparł się dłonią i spróbował wstać. Jego nogi trzęsły się z zimna.

- To nie jest dobry pomysł! – Alex próbował zatrzymać bruneta.

- To coś ma w tym momencie wylądować, a ja żądam jakichkolwiek od…
Stopa Jake’a zsunęła się z grzbietu smoka. Chłopak poczuł, jak traci równowagę. Sekundę później leciał już w dół, krzycząc najgłośniej jak potrafił.

- Boże! Jake, idioto! – wydarł się Alex i natychmiast doskoczył do siodła przed nim. Znów gwizdnął coś do gada, Eshira natychmiast zawróciła i zanurkowała, próbując dolecieć do spadającego chłopaka.

Ziemia była coraz bliżej, Jake nie mógł złapać tchu. Przed sobą widział smoka pikującego w jego stronę. Życie przelatywało mu przed oczami, gdy rozpaczliwie machał rękoma, modląc się, by Alex zdążył.

Eshira była już tylko parę metrów przed Jake’iem. Otworzyła paszczę i chwyciła chłopaka za nogę, na tyle delikatnie, by nie zrobić mu krzywdy. Szybko wyrównała lot, by nie uderzyć z niesamowitą prędkością w ziemię. Machnęła skrzydłami jeszcze parę razy aż w końcu jej tylne łapy dotknęły szorstkiej ziemi. Zwolniła uścisk zębów i Jake z łupnięciem wylądował na ziemi, łapczywie łykając powietrze. Obolały chłopak podparł się dłonią i wstał, drugą przecierając obolałe plecy.

- Oszalałeś?! Co to w ogóle miało być?! Chciałeś zabić siebie i mnie?! – Alex zeskoczył zgrabnie z grzbietu smoka i podbiegł do Jake’a, wściekle gestykulując. Jego przyjaciel jedynie wzruszył ramionami i syknął, próbując zrobić krok.

- Ma mocne zęby – mruknął, wskazując głową Eshirę, która położyła się na ziemi i przykryła ogromnymi skrzydłami.

- Może byłaby delikatniejsza, gdybyś nie nazywał jej „czymś”. Poza tym, mogłeś skończyć o wiele gorzej niż z boląca kostką. Spośród wszystkich możliwości wybrałeś akurat tę najgłupszą.

- Wybacz – westchnął Jake. – Czy teraz mogę się czegokolwiek dowiedzieć?

Alex pokręcił nerwowo głową, przecierając czoło dłonią.

- Nadal musisz gadać tylko o tym? Mówiłem ci. Wszystko wyjaśnię ci na miejscu, razem z innymi. Teraz i tak mi nie uwierzysz.

- Przed chwilą spadłem z lecącego smoka, mogę uwierzyć w sporo rzeczy.

Alex zdjął okulary przeciwsłoneczne i spojrzał błagalnie na drugiego chłopca.

- Jake. Proszę. Po prostu poleć ze mną.

Obolały brunet jęknął coś pod nosem i z pomocą Alexa wdrapał się na grzbiet smoka. Jeździec złapał za lejce i krzyknął do stwora coś, co dla Jake’a brzmiało jak warknięcie. Eshira wstała i zaczęła biec przed siebie, coraz szybciej machając skrzydłami. W końcu wzbiła się w powietrze, szybując nad lasami.

Jake do końca podróży nie odezwał się słowem. Zamknął oczy i starał się nie myśleć o tym, ile metrów nad ziemią się właśnie znajduje.
Jezdzcy, rozdzial I
Większość opisałem w journalu, a cóż, Smoczy Jeźdźcy, podejście numer 2.
Zapraszam do lekturki, dzielenia się przemyśleniami i besztania mnie za dwa lata bez słowa, bo muszę przyznać, że mi się należy.
Loading...
Strasznie śmiesznie patrzeć na to, co się wyprawiało dwa (lub więcej) lata wcześniej. Koślawe rysunki, rozdziały na jedną stronę A4 i komentarze mające więcej emotek niż tekstu. Zauważyłem jednak, że ostatnio jakoś przychodzę tu wspominać coraz częściej. Wspominać czasy, gdy mi się chciało i przede wszystkim genialnych ludzi, których tu poznałem. Chyba tego mi najbardziej brakowało przez te dwa lata nieobecności. Społeczności, jakiej rzeczywiście nie spotkałem nigdzie indziej.

Rzadko stwierdzam, że czas coś zrobić, ale nie chciałem tak tego wszystkiego zostawić. Chociaż konto umarło już chyba śmiercią naturalną i prawdopodobnie spróbuję zacząć od nowa pod jakąś inną, mniej idiotyczną nazwą, to postanowiłem dodać tu coś jeszcze. Więc, do wszystkich trzech osób, które to w ogóle przeczytają, za jakieś 5 minut wleci tutaj pierwszy rozdział Smoczych Jeźdźców (chociaż ze względów czysto estetycznych teraz już tylko Jeźdźców), napisany zupełnie od nowa, tak, jak potrafię to zrobić teraz. Może nie jest wybitnie, ale patrząc na moje starsze wywody, chyba jest jakiś minimalny progres.

To konto zawsze opierało się na pisaniu i tak też pewnie zostanie. Chociaż gdzieś w 2014/2015 roku straciłem do tego jakiekolwiek chęci, w listopadzie zeszłego roku coś napisałem. I muszę przyznać, dawno się tak dobrze nie czułem. Zresztą, było to jedną z rzeczy która popchnęła mnie na human. Mniej więcej na początku tego roku stwierdziłem, że chcę znów ruszyć Jeźdźców. Jak zwykle chcieć znaczyło u mnie odczekać parę miesięcy, ale stwierdziłem, że skoro gimnazjum już mam za sobą, to więcej wolnego niż teraz miał nie będę. Zabrałem się za to i znów poczułem to genialne uczucie. Nie mam pojęcia, ile mi to zajmie i tym razem nie będę obiecywał kolejnych rozdziałów w konkretnym tygodniu. Jestem jednak pewien, że tym razem chcę to dokończyć.

Na razie to chyba tyle. Jeśli ktoś tu jeszcze zagląda, to przepraszam za te dwa lata całkowitego ignorowania, zwłaszcza tych, którzy byli tu od początku. Mam nadzieję, że tym razem będzie lepiej.

deviantID

Levy2001
Wiktor
Artist | Hobbyist | Traditional Art
Poland


Stamp - Watch Me by firstfear

Kocham rysować, kocham pisać, kocham czytać. Troszku młody jestem, ale nie przeszkadza mi to w tworzeniu. Zapraszam do czytania, oglądania, komentowania i łoczowania :-D!


:iconiplz: :iconlplz::iconoplz::iconvplz::iconeplz:


I SUPPORT FUTURAMA STAMP by googlememan


:iconaplz::iconnplz::icondplz:


The Simpsons by Cavin


ZGODA NA WSZELKIE FAN ARTY
Interests
Strasznie śmiesznie patrzeć na to, co się wyprawiało dwa (lub więcej) lata wcześniej. Koślawe rysunki, rozdziały na jedną stronę A4 i komentarze mające więcej emotek niż tekstu. Zauważyłem jednak, że ostatnio jakoś przychodzę tu wspominać coraz częściej. Wspominać czasy, gdy mi się chciało i przede wszystkim genialnych ludzi, których tu poznałem. Chyba tego mi najbardziej brakowało przez te dwa lata nieobecności. Społeczności, jakiej rzeczywiście nie spotkałem nigdzie indziej.

Rzadko stwierdzam, że czas coś zrobić, ale nie chciałem tak tego wszystkiego zostawić. Chociaż konto umarło już chyba śmiercią naturalną i prawdopodobnie spróbuję zacząć od nowa pod jakąś inną, mniej idiotyczną nazwą, to postanowiłem dodać tu coś jeszcze. Więc, do wszystkich trzech osób, które to w ogóle przeczytają, za jakieś 5 minut wleci tutaj pierwszy rozdział Smoczych Jeźdźców (chociaż ze względów czysto estetycznych teraz już tylko Jeźdźców), napisany zupełnie od nowa, tak, jak potrafię to zrobić teraz. Może nie jest wybitnie, ale patrząc na moje starsze wywody, chyba jest jakiś minimalny progres.

To konto zawsze opierało się na pisaniu i tak też pewnie zostanie. Chociaż gdzieś w 2014/2015 roku straciłem do tego jakiekolwiek chęci, w listopadzie zeszłego roku coś napisałem. I muszę przyznać, dawno się tak dobrze nie czułem. Zresztą, było to jedną z rzeczy która popchnęła mnie na human. Mniej więcej na początku tego roku stwierdziłem, że chcę znów ruszyć Jeźdźców. Jak zwykle chcieć znaczyło u mnie odczekać parę miesięcy, ale stwierdziłem, że skoro gimnazjum już mam za sobą, to więcej wolnego niż teraz miał nie będę. Zabrałem się za to i znów poczułem to genialne uczucie. Nie mam pojęcia, ile mi to zajmie i tym razem nie będę obiecywał kolejnych rozdziałów w konkretnym tygodniu. Jestem jednak pewien, że tym razem chcę to dokończyć.

Na razie to chyba tyle. Jeśli ktoś tu jeszcze zagląda, to przepraszam za te dwa lata całkowitego ignorowania, zwłaszcza tych, którzy byli tu od początku. Mam nadzieję, że tym razem będzie lepiej.

Journal History

Comments


Add a Comment:
 
:iconbluestripe888:
Bluestripe888 Featured By Owner Edited Jun 7, 2016  Hobbyist Photographer
Czasem tu zaglądam myśląc czy może zmartwychwstałeś ale za każdym razem się zawiodę ;.;
[*] Levy2001 R.I.P. 2012-2015 [*]
Reply
:iconlevy2001:
Levy2001 Featured By Owner 4 days ago  Hobbyist Traditional Artist
Zmartwychwstanie o dziwo wydaje mi się coraz bliższe.
Chociaż najchętniej na innym koncie, nienawidzę tego nicku xD
Reply
:iconbluestripe888:
Bluestripe888 Featured By Owner 4 days ago  Hobbyist Photographer
Jak zauważyłam wiadomość od Ciebie to myślałam że zaraz zawał będzie xD Tyle żem Cię nie widziała..
Takie konkretne zmartwychwstanie to fajny pomysł by był :D
I nowe konto też spoko ale wczesniej powiadom nas fanów że wciąż żyjesz :'D
A skąd pomysł na levego? :D
Reply
:iconlevy2001:
Levy2001 Featured By Owner 4 days ago  Hobbyist Traditional Artist
Łeby powstał chyba jak miałem z 9 lat i wziął się od (nietrudno zgadnąć jakiego) nazwiska. Jednak teraz to 2001 trochę mnie już denerwuje xD
Reply
:iconlevy2001:
Levy2001 Featured By Owner Jun 20, 2016  Hobbyist Traditional Artist
Rip in pepperonis
Reply
:iconrobciomixxnfs:
RobciomixxNFS Featured By Owner Oct 29, 2015
Wszystkiego najlepszego, Levy :v
Reply
:iconnieona:
Nieona Featured By Owner Aug 12, 2015  Hobbyist
░░░░░░░░░░░
░░░░░░░░░░░░░░░▄▐
░░░░░░░░░░░░░░▄██▄
░░░░░ ( ͡° ͜ʖ ͡°)░░░░░░▀█▄
░░░░░░ ▄░░░▄▄▄▄▄▀▀
░░░░▄▄▄██▀▀▀▀
░░░█▀▄▄▄█░▀▀
░░░▌░▄▄▄▐▌▀▀▀
▄░▐░░░▄▄░█░▀▀ U HAVE BEEN SPOOKED BY THE
▀█▌░░░▄░▀█▀░▀
░░░░░░░▄▄▐▌▄▄
░░░░░░░▀███▀█░▄
░░░░░░▐▌▀▄▀▄▀▐▄SPOOKY LENNY
░░░░░░▐▀░░░░░░▐▌
░░░░░░█░░░░░░░░█
░░░░░▐▌░░░░░░░░░█
░░░░░█░░░░░░░░░░▐▌SEND THIS TO 7 PPL OR LENNY WILL EAT
YOU
Reply
:iconlevy2001:
Levy2001 Featured By Owner Sep 30, 2015  Hobbyist Traditional Artist
ajkjkhjhkjkask
co ja tu robię
Reply
:iconnieona:
Nieona Featured By Owner Oct 1, 2015  Hobbyist
złoczowałeś mnie jako jedna z pierwszych 68 osób którym to wysłałam
Potem dostałam bana za spam XD
Reply
:iconlevy2001:
Levy2001 Featured By Owner Oct 3, 2015  Hobbyist Traditional Artist
xDD
Reply
(1 Reply)
Add a Comment: